Cesarskie cięcie- bez ściemy i kolorowania

Sesja brzuszkowa Patrycja 17

 

 

Cesarskie cięcie- bez ściemy i kolorowania, a dlaczego? Aby uświadomić przyszłe mamy co może je spotkać w szpitalu. Podczas pierwszej ciąży nastawiałam się tylko na poród naturalny i to był mój błąd, a może błąd mojej ginekolog, która w ogóle nie omówiła ze mną kwestii porodu. Tak było prawie 6 lat temu. A czy coś się zmieniło od tego czasu? Teraz lekarz ma obowiązek dać pacjentce plan porodu- który głównie dotyczy porodu naturalnego.

Opowiem Wam jak wygląda poród przez cesarskie cięcie, abyście nie były zdziwione, zszokowane i aby to nie było dla Was traumatyczne przeżycie. Dla mnie było.

Na izbę przyjęć poszłam 2 dni po terminie porodu (wyznaczonym z daty ostatniej miesiączki). Nie miałam skurczy, nie odeszły mi wody, ale wg położnej ze szkoły rodzenia, 2 dni po terminie trzeba zgłosić się w szpitalu. Na izbie przyjęć położna zmierzyła mi miednicę. Dostałam łóżko, lekarz wykonał mi usg, a później badanie ginekologiczne wykonał ordynator. Nie pamiętam czy w pierwszym czy w drugim dniu miałam wykonane ktg. A później nic się nie działo. Na każdym obchodzie pytanie: „Jak się Pani czuje?” i to wszystko. Tak się złożyło, że moja ginekolog prowadząca ciążę, nie pracowała już w żadnym szpitalu. Więc w szpitalu, w którym leżałam nikt mnie nie znał, nikt się mną nie interesował. W końcu 8 dnia pobytu w szpitalu, czyli 10 dni po terminie, podłączono mnie pod kroplówkę z oksytocyną, w celu wywołania porodu. Ordynator na siłę próbował powiększyć mi rozwarcie, które dzięki jego wysiłkom miało 5cm (2,5 palca). Sześć godzin pod kroplówką i praktycznie zero skurczy. Podczas kolejnej wizyty na bloku porodowym, ordynator stwierdził, że tętno dziecka (oscylacja) nie jest dobre, więc zrobią mi cesarskie cięcie. Jeśli dobrze pamiętam jakieś 2,5h czekałam na komplet narzędzi ze sterylizatorni. W tym czasie pojawił się lekarz anestezjolog, w celu zrobienia szybkiego wywiadu i zebrania mojego podpisu pod zgodą na zabieg. Dostałam szpitalną koszulę.IMG_1188

Pamiętam, że lekarz anestezjolog 4 razy wbijał mi się w kręgosłup. Przy każdej nieudanej próbie, noga samowładnie uciekała do przodu. Wbijanie igły było bolesne. W końcu się udało. Gdy już znieczulenie zaczęło działać lekarz zaczął mnie rozcinać. Bólu nie czułam, ale dotyk tak. Lekarz nie informował mnie co będzie kolejno robić. Spojrzałam w górę, w lampie operacyjnej odbijałam się ja. Wszędzie było pełno krwi, widziałam jak grzebią mi w brzuchu. Nie wiem czy mdlałam, czy podniosło mi się strasznie ciśnienie, aparatura zapiszczała, a anestezjolog kazał podać mi coś dożylnie. Najgorsze jednak było wyrywanie dziecka z brzucha, straszne szarpanie. Tego uczucia nie zapomnę do końca życia. Lekarz pokazał mi syna, a położna go zabrała. Później przyniosła z powrotem ale tylko na krótką chwilę, był już zawinięty w rożek. Nie było czasu na bliskość, tulenie. Po wszystkim przewieziono mnie na salę. Byłyśmy tam we cztery. Zero intymności. Dostałam oksytocynę w zastrzyku. Przez całą noc macica kurczyła się, a to strasznie bolało. Z rany wychodził dren, no i oczywiście był jeszcze cewnik.

Kolejnego dnia z rana przyszła rehabilitantka. Pomogła zwlec się z łóżka oraz dojść do umywalki w celu umycia zębów. Rana bolała przy każdym ruchu. 36 godzin po cesarce dostałam Patryka na stałe do opieki. Wcześniej pielęgniarki przywoziły dziecko tylko do karmienia. W tamtym szpitalu odwiedziny były od 15-17. Przez 22h na dobę sama opiekowałam się dzieckiem, nikt mi go nie podał, nie przewinął. Ktoś powie, przecież jesteś matką to twój obowiązek. Owszem, ale przy takim bólu trochę pomocy męża lub mamy byłoby wybawieniem. Wiem, że każdy ma inny próg bólu. Mnie rana bardzo bolała. Bolało wchodzenie/schodzenie z łóżka, korzystanie z toalety.

Całe szczęście z każdym dniem było lepiej. Piątego dnia położna odcięła końcówki szwów. Wiedziałam, że kolejnego dnia wyjdę do domu. Wyjdę po 15 dniach pobytu w szpitalu. Przy cesarskim cięciu i małym rozwarciu, szyjka macicy szybko się zamyka, dlatego też na koniec, miałam rozwieraną szyjkę, aby odchody poporodowe mogły swobodnie odchodzić. To też nie należało do przyjemności.

Przeżyłam straszną traumę, nie chciałam mieć więcej dzieci. Po latach uważam, że moje inne nastawienie i świadomość tego, że poród może skończyć się cesarskim cięciem, wiele zmieniłoby w moim odczuciu tego co się wydarzyło. Pewnie byłoby lepiej, gdybym rodziła w szpitalu, w którym pracuje lekarz prowadzący. Dużo zmieniłoby, gdyby położne były pomocne i podałyby pomocną dłoń podczas wstawania z łóżka lub gdyby ktoś bliski (z rodziny) mógłby być przy mnie przez cały dzień. Nikogo nie było. Radź sobie sama. Auuuaaa!

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *